|
Strona 2 z 2
Stoi on nad brzegiem jeziora Tanganika, na skraju puszczy. Z tarasu widać zachodzące nad jeziorem słońce. Wszystko nabiera nieprawdopodobnego różowego koloru. Po zapadnięciu zmroku na horyzoncie rozbłyskują setki Światełek to rybacy wyruszyli na połów. Maleńkie rybki dala wabi się do sieci przy pomocy specjalnych lamp naftowych. Dom składa się z niewielkiego salonu, prymitywnej kuchnia i kilku pokoików. Pokój Magdy nie ma drzwi, zamiast nich wisi kolorowa tanga - tanzańska chusta. 
Nie ma tu prądu, do zasilania komputera służy bateria słoneczna, notorycznie dewastowana przez pawiany. Biegają one po całym terenie, gdy przez nieuwagę zostawi się jakiś przedmiot natychmiast starają się go zabrać. Przed pawianami dom chronią siatki w oknach, z dużymi oczkami, przez które bez problemu przechodzą mniejsze zwierzęta: nietoperze, jaszczurki, gekony, młode warany i węże.
- Nie można założyć gęściejszej siatki? - pytam Magdę. - Chcemy by nasz dom był częścią puszczy, a nie wydzieloną enklawą - odpowiada. Jadowite węże boją się ludzi i tak naprawdę trudno je spotkać. Chociaż kiedyś, gdy Magdalena na czworakach śledziła szympansiątko, w ostatniej chwili spostrzegła jadowitą mambę. Popatrzyły na siebie przez chwilę i Magdalena spokojnie się wycofała. Gdyby poszła do przodu, wąż natychmiast by zaatakował.
Najbardziej kłopotliwe są pająki, bo przywiązują się do raz wybranego przez siebie miejsca i wyrzucone wracają. Trzeba je wynosić daleko od domu, najlepiej za strumień. Mieszkał kiedyś z nami uparty pająk, którego ulubioną sypialnią były moje buty - opowiada Magdalena. Podobnie robimy z najbardziej natrętnymi pawianami, nie dzieje im się krzywda -te zwierzęta bez problemu adaptują się w nowym miejscu.
Dużym problemem jest malaria. Turyści przez całe wakacje łykają tabletki przeciwmalaryczne. Ja mieszkam tu od miesięcy, jeśli ciągle bym je zażywała, miałabym problemy z wątrobą. W puszczy do malarii trzeba się po prostu przyzwyczaić. Najważniejsze, by natychmiast po rozpoznaniu pierwszych objawów rozpocząć leczenie. Chorowałam już cztery razy.
Spotkanie z szympansami
Magda swój dzień pracy rozpoczyna o 6 rano, o tej godzinie w pobliżu równika jest jeszcze ciemno. Ubieram się przy świetle lampy naftowej, wcześniej sprawdzam, czy w nocy nic nie wprowadziło się do moich spodni i butów. W całym obozie nie ma bieżącej wody, całe szczęście, że to Afryka - woda w Tanganice jest przyjemnie ciepła. Mimo zapewnień, że tutejsze krokodyle są niewielkie, niegroźne dla człowieka niepewnie rozglądam się dookoła.
Wyruszamy do miejsca gdzie wczoraj szympansy zbudowały na noc nadrzewne gniazda, trzeba się spieszyć by dotrzeć tam nim się obudzą. Choć wzgórza na których leży park Gombe są dość łagodne , z trudem łapię oddech - Magda wprawiona w wędrówkach przez puszcze narzuca szybkie tempo. - Nie mogę zagwarantować, że spotkamy szympansy - przypomina - to nie jest zoo, zwierzęta żyją własnym rytmem, czasem wędruję cały dzień bez żadnego efektu. W Gombe w odróżnieniu od większości afrykańskich parków, w których zwierzęta można oglądać tylko z samochodów, wędruje się wyłącznie na piechotę.
Przy ścieżce wyrasta kopiec termitów. - To jeden z szympansich przysmaków, pokażę, jak na nie polują. Magdalena łamie cienki patyczek i wsuwa w otwór w termitierze. Strażnicy gniazda reagują natychmiast, po chwili cały patyk jest oblepiony termitami. Szympansy wolą większe sztuki, te są lekko pikantne. 
- Jadłaś je? pytam zaskoczony. Próbuję wszystkiego, co one jedzą, organizm tych zwierząt jest bardzo zbliżony do naszego, gdy coś nie szkodzi szympansom na pewno nie zaszkodzi człowiekowi. - Mają tylko trochę inny gust, zdecydowanie wolą potrawy kwaśne. Zachęcony przez Magdę próbuję tego przysmaku - nie są złe - trzeba tylko szybko je rozgryzać bo wbijają się szczypcami w język. W puszczy słychać wołanie wołanie "huu, huu, huu". To czarnoskóry asystent Magdaleny - Matendo - znalazł szympansy. W Gombe powstał specjalny system zawołań, pozwalający ludziom porozumiewać się. Pojedyncze "huu" oznacza " nie znalazłem szympansów", podwójne " znalazłem zwierzęta, ale nie te których szukaliśmy", potrójne "mam te o które nam chodzi"

Po chwili na ścieżce pojawia się najstarszy samiec, 12-letni Faustino, za nim szympansica Fifi z 3-letnią córeczką Flirt i 8-letnim synem Ferdinandem. Magda natychmiast schodzi im z drogi i nerwowo reaguje gdy chcąc zrobić zdjęcie podchodzę zbyt blisko. Nasi najbliżsi kuzyni natychmiast łapią każdą infekcję. Po ostatniej epidemii zapalenia płuc w parku radykalnie zaostrzono środki bezpieczeństwa, nikt nie powinien podchodzić do zwierząt bliżej niż 5 m. Ty jesteś dla nich szczególnie niebezpieczny - objaśnia Magda - przyjechałeś prosto z Europy, nie wiadomo co przywlokłeś ze sobą.
W Gombe żyje tylko około 100 szympansów, ludzie by zwiększyć powierzchnię upraw wycięli afrykańską puszczę. Teraz Gombe jest odciętą, od innych miejsc występowania tych zwierząt, enklawą. Przyniesiona z zewnątrz choroba może doprowadzić nawet do ich całkowitej zagłady. Teraz rozumiem dlaczego do parku nie zostanie wpuszczony nikt, kto nawet lekko kaszle. Zbytni napływ turystów hamują również wysokie opłaty - za jeden dzień pobytu na terenie parku trzeba zapłacić 100 dolarów.
Praca Magdy wydaje się z pozoru nieciekawa i żmudna. Gdy spotkaliśmy szympansią rodzinę przysiada na ścieżce i zaczyna notować. Na specjalnych formularzach, w rytm piszczącego zegarka szczegółowo zapisuje zachowanie zwierząt. Kto się do kogo zbliżył, na jaką odległość, co zjadł itp. Tymczasem tylko systematyczne badanie pozwala zrozumieć życie społeczne szympansów. Ciekawe jest , że samice przyjaźnią się zazwyczaj bezinteresownie, natomiast męskie przyjaźnie bywają raczej taktyczne - pozwalają zająć lepszą pozycję w grupie.
Społeczności szympansów prowadzą ze sobą wojny, dla ludzi czasem zupełnie niezrozumiałe, wręcz bezsensowne. To niesamowicie inteligentne zwierzęta, absolutnie nie nadają się do trzymania w zoo, śmiertelnie się tam nudzą. Wszystko zrobią by tylko coś się działo, często rzucają z klatek w ludzi różnymi przedmiotami.
Była dozorcą w zoo. Gdy Magdalena Łukasik miała pięć lat , ktoś zapytał kim chciałaby zostać, odpowiedziała: będę dozorcą w zoo. Od wczesnego dzieciństwa kochała zwierzęta. Hodowała ślimaki, japońskie myszki, morskie świnki. Kilka razy w tygodniu biegała do warszawskiego zoo gdzie godzinami podglądała zwierzęta. Marzyła, że kiedyś będzie mogła być obok nich. Jako czternastolatka poprosiła dyrektora o zgodę na pracę w ogrodzie jako wolontariuszka. Tłumaczył, że praca przy zwierzętach bywa niebezpieczna i ogród nie zatrudnia osób niepełnoletnich. Miała szczęście - dowiedziała się, że opiekunka zwierząt futerkowych złamała nogę i zostały one bez opieki.
Spełniła wszystkie warunki postawione przez dyrektora, przyniosła pisemną zgodę rodziców, ubezpieczyła się od nieszczęśliwych wypadków. Tak rozpoczęła się jej życiowa przygoda. Tu spotkałam moich pierwszych zwierzęcych przyjaciół: Tuptusia jeżozwierza wychowanego przez pracowników ogrodu, i samicę mrówkojada zwaną Mrówką. Na smyczy prowadzałam Czorcika małego tygryska bengalskiego.
Z czasem celem życia Magdaleny stała się praca z końmi. Miłością do tych zwierząt zaraził ją ojciec, instruktor jeździectwa i dziadek - były ułan. Trenowała skoki na warszawskiej Legii, uprawiała ujeżdżanie, planowała zostać końskim ortopedą. Studia na weterynarii ukończyła z drugą lokatą, na półroczną praktykę pojechała do mekki jeźdźców wyścigowych w Anglii - New Market. Potem praktykowała w Szwajcarii i Stanach. Czułam, że to nie to. W tych stajniach, nie chodzi o zwierzęta, tylko o sukcesy i pieniądze wspomina. Chore konie faszeruje się medykamentami po to by mogły dalej startować. Postanowiła, że nie będzie robiła w zawodowym życiu niczego, co nie sprawia jej radości. Zapragnęła pracy z dzikimi zwierzętami w Afryce.
Była naiwna, sądziła, że lekarz weterynarii bez trudu znajdzie pracę na Czarnym Lądzie. Rozpoczęła wędrówkę po ambasadach krajów afrykańskich w Warszawie. Wysłała listy do afrykańskich ambasad w Niemczech, Anglii i Włoszech. Część pozostała bez echa, pojedyncze odpowiedzi wyjaśniały, że w Afryce panuje ogromne bezrobocie i władze wolą zatrudniać własnych, nawet gorzej wykształconych lekarzy. Nie poddawała, rozesłała po świecie setki listów.
Po pewnym czasie przyszła serdeczna odpowiedz od słynnej Jane Goodall - pionierki badań nad szympansami. Jane niczego nie obiecywała, napisała tylko, że muszą się spotkać osobiście. Magda bez wahania postanowiła pojechać do Afryki. Spotkały się w polskiej ambasadzie w Dar es-Salaam, po długiej rozmowie Jane powiedziała: "Powinnaś poznać moich przyjaciół. Jedź do Gombe" 
Czarownicy z Ujiji.
Tanzańczycy rozpoznają Magdalenę w Kigomie na ulicy, wołają po imieniu. Moje imię jest trudne do wymówienia, czasem więc wołają "Jumbo (cześć) Magadalina", czasem "Jumbo Magada" opowiada. Ma swoje ulubione stragany i żebraków, których zawsze obdarowuje. Kilka kilometrów od Kigomy znajduje się afrykańska stolica czarów- Ujiji. To w tej miejscowości w roku 1871 odbyło się spotkanie dwóch słynnych podróżników: Stanley`a i Livingston`a.
Gdy pracowałam w szpitalu w Kigomie, często musieliśmy poprawiać to, co czarownicy popsuli opowiada Magdalena. Zwróć uwagę na drobniutkie nacięcia nad kostką lub na rękach Tanzańczyków. Mają chronić przed wężami. Czarownicy produkują proszek, który po wtarciu w świeżą ranę na zawsze ma chronić przed gadzimi ukąszeniami.
Gdy kiedyś na terenie obozu wykryto kradzież, lokalny przywódca zawołał na pomoc czarownika. Ten przybył wyekwipowany w starą rowerową dętkę i pompkę. Zebrał wszystkich Afrykanów na Środku wioski i ogłosił. - Teraz będę powoli pompował dętkę. Lepiej niech złodziej się przyzna, bo gdy dętka pęknie on umrze. Zaległa cisza w której było tylko słychać miarowe skrzypienie pompki. Dętka powoli rosła aż, w pewnym momencie, jeden z Tanzańczyków wyskoczył i złapał czarownika za rękę. W ten sposób przyznał się do kradzieży. Jak się w coś bardzo wierzy, to działa.
Gdy Magdalena przyjeżdża do Polski na lotnisko wychodzą po nią mama, siostra i przyjaciele. Piszemy często do siebie listy opowiada. W Gombe nie ma telefonu. Jeśli chodzi o kuchnię w Tanzanii jada się głównie placki z pszennej mąki, kukurydziane ugali - identyczne jak znana w Europie polenta i pataty, czyli słodkie ziemniaki. W okolicach Kigomy uzupełnieniem diety są ryby, łowione w jeziorze Tanganika. Czy tęskni za europejską kuchnią? Najbardziej brakuje jej czarnego chleba, kiszonych ogórków i serów.
Zakupy nie są problemem w Kigomie jest jeden gatunek chleba, jeden rodzaj mydła. Gdy wraca się do Europy można się zagubić w supermarkecie 30 rodzajów szamponów, kilkanaście gatunków chleba.
Magdalena Łukasik wspaniale potrafi opisać szympansi świat Gombe. Wkrótce ukaże się jej książka" Zapiski z puszczy nad Wielkim Jeziorem". Napisała również książeczkę dla dzieci "Bliźniaczki" o przygodach dwóch szympansich siostrzyczek. Od tego roku w Gombe rozpoczyna się nowy program dla żyjących na wolności szympansów, tam razem weterynaryjny. Jego częścią będzie wyjazd do Rwandy, do miejsc gdzie życie goryli górskich obserwowała Diane Fossey, najsławniejsza obok Jane Goodall badaczka afrykańskich zwierząt. O jej życiu opowiada, wyświetlany również w Polsce, film "Goryle we mgle".
- Nie chcę mieszkać w Europie, Stanach Zjednoczonych czy Australii - mówi Magda - Pośpiech i pogoń za pieniędzmi przerażają mnie. W Afryce czas biegnie inaczej, nie jest ważne czy pociąg przyjedzie za dwa, czy za trzy dni
|